Musimy uratować szpital

15. 01. 30

- Szpital zmierzał ku katastrofie i musieliśmy szybko zareagować - mówi Janusz Zarzeczny, starosta Powiatu Stalowowolskiego, tłumacząc odwołanie dyrektora. W jakiej kondycji znajduje się teraz nasza lecznica? Czy grozi jej prywatyzacja? Zapraszamy do lektury wywiadu ze starostą.

- Szpital zmierzał ku katastrofie i musieliśmy szybko zareagować - mówi Janusz Zarzeczny, starosta Powiatu Stalowowolskiego, tłumacząc odwołanie dyrektora. W jakiej kondycji znajduje się teraz nasza lecznica? Czy grozi jej prywatyzacja? Zapraszamy do lektury wywiadu ze starostą.

 - W połowie stycznia Zarząd Powiatu odwołał Mirosława Leśniewskiego ze stanowiska dyrektora Szpitala Powiatowego w Stalowej Woli. Jak dzisiaj – po kilkunastu dniach, ocenia Pan tę decyzję? Czy rzeczywiście była konieczna?

- Przez te dwa tygodnie które upłynęły od odwołania, tylko upewniłem się w tym, że jako Zarząd Powiatu podjęliśmy słuszną decyzję. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości ani ja, ani pozostali członkowie Zarządu. Szpital zmierzał ku katastrofie i musieliśmy szybko zareagować. O ile Zarząd Powiatu był przekonany co do tego, że Mirosław Leśniewski musi przestać kierować szpitalem, to problem był z tym, kim go zastąpić. Po długich dyskusjach postanowiliśmy dać szansę Edwardowi Surmaczowi. Wiem, że wśród niektórych ta decyzja budzi kontrowersje, ale potrzebowaliśmy – i to od zaraz, człowieka sprawdzonego, znającego naszą lecznicę i gotowego przystąpić do arcytrudnego zadania, jakim jest poprawienie sytuacji finansowej i organizacyjnej szpitala. Surmacz jest takim człowiekiem. Pamiętajmy, że zna ten zakład od przysłowiowej podszewki, kierował nim wiele lat i walnie przyczynił się do jego rozwoju. Dopiero wejście Surmacza do szpitala sprawiło, że Zarząd Powiatu poznał jego prawdziwą kondycję. Do tej pory Pan Leśniewski przedstawiał nam ją w znacznie lepszych barwach. Z rozmów z nim wcale nie wynikało, z jakim dramatem mamy do czynienia.

     - Jakie – według Pana, błędy na stanowisku dyrektora szpitala, popełnił Mirosław Leśniewski?

- Było ich niestety sporo. Zacząłbym od tego, że rysował przeróżne wizje rozwoju placówki, nie mając żadnego pokrycia w finansach. W mojej ocenie jego działania nie miały żadnych podstaw w ekonomii. Podam przykład – pilnie potrzebujemy wybudować nowy blok operacyjny, bo obecny lada moment będzie musiał zostać zamknięty, a dyrektor zamiast skupić się na tym, chciał kupić kocioł parowy za ponad 5 mln zł, żeby odłączyć szpital od PEC-u. Owszem, można myśleć o takich inwestycjach, ale tylko wtedy, jeśli najpilniejsze potrzeby są już zaspokojone. A w szpitalu lista pilniejszych potrzeb jest niestety bardzo długa.

Następnym błędem dyrektora było to, że nie chciał współpracować z Zarządem Powiatu. Nie chciał albo nie potrafił udzielać nam jasnych i konkretnych odpowiedzi na pytania dotyczące tego co się dzieje w szpitalu. No i tak jak wspomniałem – udawał że jest znacznie lepiej, niż było w rzeczywistości.

Kolejnym i jednocześnie bardzo poważnym błędem dyrektora, było wprowadzenie tzw. kominów płacowych w szpitalu, co zupełnie rozbiło atmosferę wśród załogi.

     - Rzeczywiście, trzeba przyznać że dysproporcje w szpitalnych zarobkach są wręcz uderzające…

- Można wręcz mówić o pewnej eskalacji podwyżek. Zarobki na poziomie 30-50 tys. złotych są wręcz kosmiczne i to nie tylko jak na możliwości szpitala powiatowego. Tak nie zarabia nawet większość lekarzy w szpitalach o wyższej randze. Nie słyszałem żeby w ogóle na Podkarpaciu któryś szpital płacił tyle lekarzowi. A w naszej lecznicy takie – nazwijmy to „kontrakty gwiazdorskie” się trafiały. Proszę sobie pomyśleć, jak musieli czuć się inni lekarze, zarabiający po kilka tysięcy złotych, że już nie wspomnę o pielęgniarkach czy rehabilitantach, którzy często zarabiają poniżej 2 tysięcy złotych. Ja nie mówię, że wszyscy mają zarabiać tyle samo. Zgadzam się, że świetnemu lekarzowi trzeba zapłacić więcej, niż temu przeciętnemu. Ale powtarzam: w Stalowej Woli mamy szpital powiatowy, a nie jakąś wyspecjalizowaną klinikę i nie stać nas na pensje wynoszące po kilkadziesiąt tysięcy złotych.

     - W tym momencie kondycja finansowa szpitala jest tak kiepska, że niewykluczone, że aby uniknąć jego prywatyzacji, Powiat Stalowowolski będzie musiał sporo dołożyć z własnego budżetu…

- Niestety jest takie ryzyko. Ale na pewno nie dopuścimy do prywatyzacji szpitala. Ja to obiecałem i słowa dotrzymam. Z jednego, prostego powodu: społeczeństwo naszego Powiatu mocno się starzeje, młodzi wyjeżdżają za pracą, a zostają głównie starsi. I oni potrzebują opieki lekarskiej. A to mówiąc brzydko – są nieopłacalni pacjenci, tacy, na jakich prywatny szpital nie zarobi. Prywatne lecznice mają tylko takie oddziały, na których można dobrze zarobić – położnicze, kardiologiczne, ortopedyczne itd. Ale już pediatrii czy oddziału wewnętrznego w prywatnej placówce raczej nie znajdziemy. Dlatego my chcemy utrzymać za wszelką cenę Szpital Powiatowy w Stalowej Woli w obecnej formie. Nawet za cenę dopłacenia do niego. To może nam w przyszłości pokrzyżować trochę nasze plany inwestycyjne, ale trudno. Zdrowie i bezpieczeństwo mieszkańców są najważniejsze.